Gra kontrolna przed sezonem. Tuzin bramek dkla tczewskiej Unii

February 11th, 2002

Ostre strzelanie urządzili sobie w Starym Targu IV-ligowi futboliści tczewskiej Unii podczas przedsezonowej gry kontrolnej z miejscowym Powiślem. Podopieczni trenera Jerzego Jastrzębowskiego pokonali miejscowych 12:1 (3:1). Tczewski szkoleniowiec miał do dyspozycji w tym spotkaniu 15 zawodników.

Nie mógł zagrać m.in. nowy nabytek Unii, obrońca Marek Widzicki, który był chory. Trener Unii zaczął eksperymentalnym składem. Na ławce siedzieli m.in. Piotr Opuszewicz, Piotr Wicek, Nikodem Twardowski oraz Artur Chorzonowski. Jednak i dublerzy spisali się na początku spotkania bez zarzutu. Po czterech minutach Unia prowadziła 2:0, a kwadrans później strzeliła trzeciego gola. Dziesięć minut przed przerwą miejscowym udało się, jak się później okazało, zdobyć honorową bramkę. Worek z golami rozwiązał się w drugiej połowie. Unici w ciągu trzech kwadransów pokonali golkipera Powiśla aż 9-krotnie.

  • Powiśle Stary Targ 1 (1)
    Unia Tczew 12 (3)

  • Unia: Żygowski (46 Opuszewicz) – Piotrowski (46 Chrzonowski), Gąsiorowski (46 Wicek), Wenta, Dzwonkowski, Kiwatrowski (55 Gąsiorowski), Krotowski, Wroński, Szutowicz, Manuszewski, P. Łosiak (46 Twardowski). Bramki dla Unii: Wojciech Piotrowski (3), Krystian Kiwatrowski (4), Michał Krotowski (17, 48, 65, 88), Krzysztof Wenta (51), Piotr Wicek (54 k, 61, 77)), Marek Szutowicz (67), Nikodem Twardowski (80).

    Autor artykułu: (zb)

  • Gniew. Starosta tczewski nagrodził sportowców

    February 11th, 2002

    W hali widowiskowo-sportowej gniewskiego Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu odbyło się doroczne “Spotkanie animatorów sportu”, podczas którego najlepsi w 2001 roku, zdaniem tczewskiego starostwa, sportowcy, trener i działacz z powiatu, otrzymali tzw. Laury, nagrody starosty tczewskiego.

    - Laury dziś wręczone, to hołd dla tych, którzy nie szczędząc sił poświęcają się bez reszty sportowi – powiedział podczas uroczystości starosta tczewski, Marek Modrzejewski.

    Pamiątkowy dyplom

    Przed wręczeniem Laurów szkoleniowiec z tczewskiego klubu Sambor, Józef Krawczykiewicz, z rąk starosty otrzymał pamiątkowy dyplom z podziękowaniem za 50-letnią pracę zawodową i trenerską oraz za promowanie ziemi tczewskiej na arenach sportowych.
    Z pięciu przyznanych Laurów cztery trafiły w ręce przedstawicieli tczewskiego klubu Sambor. Złotym Laurem uhonorowano byłą pływaczkę Sambora, Michalinę Średnicką, wielokrotną medalistkę mistrzostw Polski. W imieniu laureatki, przebywającej w tym czasie w Wyszkowie na obozie przygotowawczym do tegorocznych MP, nagrodę odebrali jej rodzice, Jolanta i Jerzy Średniccy.

    Złota Michasia

    - Jesteśmy zaskoczeni wyróżnieniem, jakie spotkało naszą córkę – powiedzieli nam rodzice Michaliny Średnickiej. – W dwóch poprzednich latach Michasia zdobywała Brązowe Laury. Nie przypuszczaliśmy, że tym razem może zostać wyróżniona tym najbardziej cennym.
    Srebrny Laur otrzymała Kinga Polenz, piłkarka ręczna Sambora Tczew, reprezentantka Polski, obecnie grająca w I-ligowym Starcie Elbląg. Brązowy Laur, dla przebywającego w tym czasie na obozie w Czechach, mistrza Polski młodzików w boksie, Przemysława Reksina, odebrał prezes klubu laureata, Piotr Domanek z Wisły Tczew.
    Złote Laury w kategorii trenerów i działaczy otrzymali przedstawiciele tczewskiego Sambora. Najlepszym trenerem uznany został Eugeniusz Kwiatkowski, natomiast działaczem – Jacek Wiśniewski, prezes klubu.

    Obradowała Kapituła

    - W obradach Kapituły uczestniczyli starosta tczewski, Marek Modrzejewski, Mariusz Śledź, Wojciech Borzyszkowski, Józef Bejgrowicz, Jacek Wiśniewski, Tadeusz Spychalski i Ryszard Różycki – powiedzial nam Piotr Kończewski z tczewskiego starostwa. – Do nagród starosty nominowanych było 24 sportowców, 17 trenerów oraz 11 działaczy. Laureaci zostali wyłonieni w tajnym głosowaniu – dodał.

  • Michalina Średnicka, jedna z laureatek

    - Szczerze mówiąc liczyłam po cichutku na powtórzenie sukcesu z poprzednich lat. Jednak również szczerze przyznaję, że nie spodziewałam się wyróżnienia Złotym Laurem. Bardzo, bardzo się cieszę.

  • Nominowani byli

    Sportowcy: Józef Bejgrowicz, Tomasz Bejgrowicz, Przemysław Bieliński, Monika Burnicka, Marcin Chyła, Roman Hudzik, Kamila Jarzombek, Tomasz Jeżewski, Tomasz Justa, Tomasz Kotwica, Karolina Kula, Zygfryd Liban, Marcin Mikliński, Krzysztof Paszek, Kinga Polenz, Przemysław Reksin, Tomasz Rudnik, Bartosz Szarmach, Karol Szarmach, Bartosz Szymczak, Jacek Śliwiński, Michalina Średnicka, Mariusz Wroński i Izabela Zwiewka. Trenerzy: Janusz Fabich, Emil Georgijew, Ryszard Grudziński, Jacek Imianowski, Kazimierz Jaszczerski, Jan Juwa, Adam Kamiński, Rajmund Kirszenstein, Bogdan Kłodda, Benedykt Kuchta, Ryszard Kruża, Eugeniusz Kwiatkowski, Jarosław Langowski, Stanisław Mikołajczyk, Marek Mokwa, Marzena Roik i Tomasz Śmiełowski. Działacze: Mirosław Augustyn, Piotr Domanek, Paweł Grzywacz, Robert Karnowski, Tadeusz Kordecki, Waldemar Kuniszewski, Jerzy Kurek, Kazimierz Libiszewski, Ryszard Różycki, Dariusz Szulc i Jacek Wiśniewski.

    Autor artykułu: Zbigniew Brucki

  • Powiat tczewski. Wolontariusze na zagraniczne praktyki w Europie

    February 11th, 2002

    Stowarzyszenie Integracji Europejskiej Powiatu Tczewskiego przygotowało dla młodych ludzi w wieku od 18 do 25 lat ofertę wyjazdu do Niemiec.

    - Jest to oferta dla wolontariuszy, którzy przez 12 miesięcy odbywaliby praktykę wolontariatu socjalnego w domach dziecka, przedszkolach, ośrodkach pomocy socjalnej, domach spokojnej starości, w schroniskach dla azylantów, ośrodkach dla osób niepełnosprawnych i edukacyjnych dla młodzieży i dorosłych oraz w organizacjach młodzieżowych – mówi Tadeusz Spychalski, prezes zarządu stowarzyszenia. – Bardzo ważne w procesie kwalifikacyjnym są predyspozycje osobiste i zaangażowanie społeczne.
    Program “Wolontariat – Budowanie Mostów w Europie”, którego Inicjatorem jest Polska Fundacja im. Roberta Schumana trwać będzie od września 2002 r. do 31 sierpnia 2003 r. W lipcu, osoby które zostaną zakwalifikowane do udziału wezmą udział w sześciotygodniowym szkoleniu.
    - Każdy uczestnik programu ma zapewnione mieszkanie, wyżywienie, kieszonkowe, ubezpieczenie i zwrot kosztów podróży służbowych – mówi Tadeusz S. – Wybór kandydatów odbędzie się na podstawie zgłoszeń. Wybrani kandydaci pojadą do Warszawy na dwudniowe seminarium informacyjno-kwalifikacyjne, które będą ostatecznie decydowały o wyborze danego kandydata do odbycia wolontariatu zagranicznego.
    Od kandydatów nie jest wymagana znajomość języka, gdyż podczas przed wyjazdem wolontariusze uczestniczyć będą w intensywnym, 6 -tygodniowym kursie językowym.

  • Przyjmują zgłoszenia

    Kandydaci na wyjazd powinni do końca lutego 2002 roku przesłać dokumenty, w których powinny znaleźć się: list motywacyjny, życiorys, krótkie referencje, potwierdzenie działalności społecznej, dokładny adres zwrotny wraz z telefonem, faksem, e-mailem. Dokumenty przesyłać należy pod adresem “Wolontariat” Polska Fundacja im. Roberta Schumana, Al. Ujazdowskie 3795, 00-950 Warszawa, tel. (022)622-03-42, 662-00-68 Radosław Ciszewski rsc@schuman.org.pl,
    Bliższych informacji udzieli również Tadeusz Spychalski. Kontakt poprzez Biuro Rady Powiatu.

    Autor artykułu: Marzena Tukalska

  • Tczew. Od 60 lat razem przez życie

    February 8th, 2002

    60 lat pożycia małżeńskiego obchodzili Stanisława i Jan Paluchowie z Tczewa. Mieszkają od kilkudziesięciu lat na osiedlu Staszica.

    - Poznaliśmy się w czasie okupacji pracując w majątku Wielgłowy – powiedział nam Jan Paluch. – Żona pochodzi spod Częstochowy, a ja z kieleckiego.
    Jan Paluch przyjechał do Wielgów w 1936 roku. Mówi, że do pracy na Pomorzu ściągnął go szwagier, który pracował już w majątku na stałe. Przedtem był zatrudniony w Warszawie.
    - Majątek w Wielgłowach miał 300 hektarów – mówi Jan Paluch. – Przed wojną był polski, a w czasie wojny niemiecki.
    Panią Stanisławę Niemcy zabrali do przymusowej pracy w Wielgłowach w 1940 roku, przedtem pracowała w sklepie. Państwo Paluchowie pobrali się w 1942 roku w kościele św. Barbary w Częstochowie. Mówią, że na Pomorzu nie chciano dać im ślubu. Do częstochowskiego kościoła trzeba było przejść przez “zieloną granicę”. Poszła więc, ze swoim wybranym, bez białej sukni i welonu. Ksiądz udzielił im ślubu w tajemnicy.
    Pan Jan opowiada o urodzie żony. Takiej dziewczyny wszyscy mu zazdrościli, była uczciwa i gospodarna. W ciągu wielu lat wspólnego życia było dużo dobrych i złych wydarzeń. Oboje wspominają, że na początku mieli mieszkanie w majątku, gdzie przepracowali całą okupację. Po wojnie w 1945 roku wzięli 7 hektarów ziemi i rozpoczęli budowę własnego gospodarstwa.
    Wychowali pięcioro dzieci: Danutę, Zofię, Wiesławę, Marię i Ryszarda. Jan Paluch mówi, że chciał, aby syn objął gospodarstwo, ale losy potoczyły się inaczej.
    W 1972 roku ze względu na zdrowie zrezygnował z gospodarstwa i kupił domek na osiedlu Staszica. Jubilaci podkreślają, że są zadowoleni z dzieci. Mają dziesięcioro wnuków. Najstarsza wnuczka ma na imię Hania, a najmłodsza Małgosia. Jest też sześcioro prawnuków. Najstarsza to Patrycja, a najmłodszy Bartłomiej.
    Na jubileusz zjechała cała rodzina. Było hucznie i wesoło, nie tak jak przed sześćdziesięcioma laty. Pan Jan mówi, że z tamtych powojennych lat pozostała ślubna kolorowa fotografia wykonana metodą “komputerową”. Wystarczyło zanieść do fotografa dwa zdjęcia legitymacyjne a on dorysował ślubną suknię pannie młodej i garnitur panu młodemu.

    Autor artykułu: Józef M. Ziółkowski

    Tczew. Brakuje pieniędzy na utrzymanie Muzeum Wisły

    February 8th, 2002

    Tczewskiemu Muzeum Wisły grozi likwidacja. Brakuje pieniędzy na jego utrzymanie, placówka nie jest w stanie na siebie zarobić.

    Ogromny entuzjazm towarzyszył powstaniu w Tczewie w 1984 roku Muzeum Wisły. Nieżyjący już dzisiaj Roman Klim, kustosz, z uporem zbierał eksponaty w miejscowościach położonych wzdłuż rzeki. Przywożono je do XIX-wiecznego budynku po fabryce i pokazywano turystom. Snuto plany rozwoju. Wiele z nich udało się zrealizować. Odbywały się spotkania, sesje popularno-naukowe poświęcone sprawom rzeki. Muzeum zaistniało.
    Dr Jerzy Litwin dyrektor Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku twierdzi, że trzeba skończyć z prowizorką trwającą 18 lat.
    - Likwidacja to ostateczność – mówi dyrektor J. Litwin. – Złożyłem propozycje prezydentowi Tczewa wspólnego przeprowadzenia remontu zabytkowego budynku muzeum.
    Następnie podzielono by budynek na dwie części. Jedna byłaby własnością miasta a druga Muzeum Wisły. Dyr Litwin uważa, że jest to sensowna propozycja rozwiązująca problem kapitalnego remontu i dania miastu możliwości stworzenia muzeum miasta, opieki nad nim.
    Przez wiele lat Muzeum Wisły oprócz działalności statutowej zajmowało się sprawami regionalnymi.
    - Pieniędzy mamy bardzo mało i rozliczani jesteśmy z przychodów -powiedział J. Litwin. – Bez pomocy miasta problemu nie rozwiążemy.
    Można by też w jednym z budynków zrobić hotel turystyczny dla grup młodzieżowych.
    Anna- Misztal Kowalina, wiceprezydent Tczewa stwierdziła, że otrzymała propozycje dyrektora Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Na ich temat powinna wypowiedzieć się Rada Miejska, podejmując decyzję czy należy pomóc w rozwiązaniu problemu. Wszystkie z samorządów, na których terenach istnieją oddziały muzeum pomagają w ich funkcjonowaniu. Tak jest na przykład w Gdyni. Jeżeli Rada Miejska zgodzi się na partycypację w kosztach remontu, trzeba przygotować projekt remontu budynku i harmonogram realizacji prac.
    Decyzje w sprawie porozumienia pomiędzy Muzeum Wisły a samorządem Tczewa mają zapaść w marcu 2002 roku.

  • 18 lat

    W 1984 roku Centralne Muzeum Morskie otrzymało budynek i plac po fabryce gazomierzy. Były zapewnienia, że na cele muzeum zostaną przeznaczone dwa kolejne budynki stojące w kompleksie fabrycznym. Przygotowano dokumentację remontu całego kompleksu czekając na przekazanie kolejnych budynków, które miasto wydzierżawiło. Na początku lat dziewięćdziesiątych sprzedano je prywatnym kontrahentom. Obecnie dojazd od ulicy Paderewskiego do muzeum odbywa się przez prywatne posesje.

    Autor artykułu: Józef Ziółkowski

  • Tczew. W kwietniu eksmisja, a przez 16 lat regularnie płaciła za czynsz

    February 8th, 2002

    Wandę Glińską, mieszkającą przy ul. Brzozowej w Tczewie, mimo że ma stałe zameldowanie i przez 16 lat regularnie opłacała czynsz, 1 kwietnia czeka eksmisja z zajmowanego lokalu. Tak zadecydował Sąd Rejonowy w Tczewie.

    - Gdybym wiedziała, co nas spotka nigdy nie przeprowadziłabym się z mężem z Chynowa, za Wejherowem – mówi Wanda Glińska. – Mieliśmy własne mieszkanie. Dwa pokoje, kuchnia, łazienka. Przeprowadziliśmy się do Tczewa, bo o to prosili nas bracia męża.
    Roman i Wanda Glińscy zamieszkali w Tczewie w grudniu 1985 roku. Rodzinie Romana Glińskiego zależało na tym, aby mieszkanie, które traktowano jako spadek po rodzicach, zostało w rodzinie. Stefania i Franciszek Glińscy (rodzice Romana) mieli pięcioro dzieci. Chociaż mieszkali w Lichnówku wpłacili do tczewskiej spółdzielni mieszkaniowej wkład na nowe mieszkanie. Przed śmiercią Stefania Glińska, której mąż nie żył już od kilku lat, zgromadziła na koncie bankowym 47.700 starych złotych. Kwota ta stanowiła wymagany wkład na lokal typu M-4. Po jej śmierci, 5 listopada 1982 roku, postanowieniem Sądu Rejonowego w Malborku, spadek w postaci mieszkania nabyli tylko dwaj z pięciorga rodzeństwa – Piotr i Józef, po połowie.

    To nieuczciwe

    - Przecież to było nieuczciwe – mówi Wanda Glińska. – Każde z piątki rodzeństwa powinno otrzymać swoją część spadku lub zostać spłacone – mówi Wanda Glińska. – Najwyraźniej zataili przed sądem, że o mieszkanie ubiegać się mogą również inni członkowie rodziny.
    Piotr przeprowadził się do Gdyni, zrzekając się jednocześnie praw do lokalu na rzecz brata Józefa. Wówczas to Roman Gliński ze swoją rodziną mieszkał jeszcze w Chynowie i ciężko już chorował na stwardnienie rozsiane. Kiedy Józefa powołano do wojska, ten zaproponował bratu i jego rodzine przeprowadzenie się do Tczewa. Piotr przystał na tę ofertę. Zamieszkanie w mieście dawało mu większą i lepszą możliwość kontaktu z lekarzem.
    - Mieliśmy niepisaną umowę, że po powrocie Józefa z wojska będziemy wspólnie mieszkać aż do chwili jego usamodzielnienia się – mówi Wanda Glińska. – Potem Józef się wyprowadzi. Przyjechaliśmy więc z dziećmi do Tczewa rezygnując z tego co posiadaliśmy w Chynowie.

    Nie ma kompromisu

    - Owszem mieliśmy wspólnie mieszkać, ale do chwili kiedy sam założę rodzinę – mówi Józef Gliński. – Nie rozumiem dlaczego miałem rezygnować w mieszkania, którego byłem głównym lokatorem i które zgodnie z wolą rodziców i reszty rodzeństwa przypadło mnie.
    Józef Gliński zapewnił nas, że nie miał nic przeciwko wspólnemu mieszkaniu. Deklarował również pomoc w pielęgnacji brata, gdyby strony wspólnie zamieszkały. Wspólnemu dzieleniu lokalu przeciwstawiała się Wanda Glińska.
    - Nie godziłem się z faktem, że dorosłe, zdrowe i samodzielne dzieci Wandy i Romana korzystają z mieszkania kosztem mojej rodziny – mówi Józef Gliński. – Uważałem, że brat i bratowa mogą dalej mieszkać w największym pokoju. Do własnej dyspozycji chciałem mieć dwa mniejsze pokoiki, by tam mieszkać z żoną i dzieckiem. Wspólne korzystanie z kuchni i łazienki nie stanowi wielkiego problemu. Z bratową jednak nie ma żadnej możliwości porozumienia się. Nie dopuszczała ona nigdy myśli jakiegokolwiek kompromisu.
    Szwagierka płacze
    - Mąż był już bardzo, a Józef straszył nas wyrzuceniem – mówi W Glińska. – Choroba powodowała konieczność wielokrotnego korzystania przez niego z toalety i w czasie dłuższym niż u ludzi zdrowych.
    “Podczas kilku wizyt w mieszkaniu w towarzystwie brata Piotra Glińskiego, nie zważając na uwagi na stan chorego brata, wszczynał w mieszkaniu awantury w czasie których ubliżał i groził zabójstwem. Na skutek takich zachowań stan zdrowia Romana Glińskiego znacznie się pogorszył i to do takiego stopnia, że prawie przestał mówić”- czytamy w jednym z pism procesowych.
    - Szwagierka płacze, jak ktoś przyjdzie i opowiada jak ją oszukaliśmy i jak ją zastraszamy – mówi Józef G. – Tylko nie opowiada jak ona się zachowuje. Wcale nie jest bezsilna.

    Na zawsze

    - To myśmy płacili przez te wszystkie lata za mieszkanie i nigdy nie było z naszej winy zadłużenia – mówi pani Wanda. – Poza tym gdyby męża czy mnie nie zapewniano przed laty, że mieszkanie będzie nasze, to czy przyszlibyśmy tutaj?
    I tak od trzech lat. Od postanowień sądu wnoszone są kolejne apelacje.
    Wyrokiem z 13 maja 1999 roku Sąd Rejonowy w Tczewie nakazał R. Glińskiemu i jego rodzinie opuszczenie lokalu. Sąd uznał, że R. Gliński zawarł z J. Glińskim “dorozumianą umowę użyczenia lokalu”, która została wypowiedziana.
    - Z takim postanowieniem sądu nie mogę się pogodzić – mówi W. Glińska. – Przeprowadziliśmy się do Tczewa na zawsze a nie na chwilkę.
    Rok temu Roman Gliński zmarł.
    - Wiedziałam, że jak mąż umrze to zrobią wszystko, aby mnie wyrzucić – stwierdza Wanda Glińska. – Przy pomocy prawa udało im się. Nikogo nie obchodzi, że żyję z renty po mężu w wysokości 720 zł. Za to urzędnicy każą mi wynająć mieszkanie, bo nie należy mi się żaden lokal, ponieważ moje dochody nieznacznie przekraczają ustalony przez Urząd Miasta limit na jedną osobę.

  • Bożena Nowopolska
    naczelnik Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych
    Urzędu Miejskiego w Tczewie

    - Zgodnie z uchwałą Rady Miasta z 1995 roku Wanda Glińska nie spełnia jednego z kryteriów uchwały. Rozwiązaniem jest wynajęcie mieszkania i złożenie wniosku o przydział dodatku mieszkaniowego. Aby go otrzymać musi posiadać zameldowanie chociażby czasowe i umowę wynajmu lokalu.

    Autor artykułu: Marzena Tukalska

  • Zalane gospodarstwa w powiecie kartuskim

    February 8th, 2002

    Kilkanaście razy dziennie strażacy z powiatu kartuskiego wyjeżdżali w tym tygodniu do wypompowania wody z zalanych piwnic, garaży i obejść gospodarczych.

    W ciągu ostatnich dziesięciu dni strażacy ponad sto razy wyjeżdżali do pompowań wody z piwnic m.in. w Węsiorach, Mściszewicach, Sikorzynie, Miszewie, Dąbrowie, Klukowej Hucie, Kartuzach i Długim Krzu.
    - 42 zastępy straży z 52 jednostek działających w powiecie kartuskim było w tych dniach zaangażowanych do usuwania tych skutków – mówi Edmund Kwidziński, komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Kartuzach.

    Do zalań dochodziło w różnych wsiach naszego powiatu, lecz najgorzej było w Mirachowie, gdzie podtopieniu uległy trzy gospodarstwa. Woda zalała budynki gospodarcze oraz jeden z budynków mieszkalnych. Strażacy pompowali wodę prawie przez dwie doby. Ułożyli również wał przeciwpowodziowy z ponad stu worów wypełnionych piaskiem. Straty powstałe w Mirachowie oszacowano wstępnie na 1,2 tys. zł.

    - Widać efekty pracy i straży i ludzi z wioski – mówi Wioletta Litwin, sołtys Mirachowa. – Woda zdecydowanie się cofnęła, jednak miejscami jest nadal na dużych obszarach pól. Każdy gdy tylko ma wolną chwilę kontroluje czy nie przepełniają się i nie zatykają przekopane przez nich rowy. Wydaje mi się jednak że już do kolejnej tragedii nie powinno dojść.
    - Straty, które obecnie wyrządziła woda w powiecie kartuskim wstępnie szacujemy na 60 tys. zł. – dodaje Edmund Kwidziński.

    Autor artykułu: (dal, za)

    V Charytatywny Bal Mestwina w Pelplinie w rytmie walca, tanga, cha-chy i rocka

    February 8th, 2002

    Anna Nowak i Paweł Michalak oraz Karmen Bunikowska i Piotr Kryger z Zespołu Tańca Towarzyskiego “Impuls” w Starogardzie Gd. powiedli uczestników V Charytatywnego Balu Mestwina w Pelplinie do poloneza. Dochód z imprezy przeznaczony został na rzecz ciężko chorego dziecka.

    Zanim to jednak nastąpiło wszystkich gości witała Pstrong Orkiestra pod batutą Zbigniewa Kostrzewskiego. Kiedy goście wygodnie zasiedli za suto zastawionym stołami czekała na nich kolejna niespodzianka. Jak na bal przystało organizatorzy zatrudnili wodzireja. Popłynęły dźwięki walca, tanga, cha-chy, rock&rola… Trudnej roli zapewnienia gościom wspaniałej zabawy podjął się Daniel Saulski. Kiedy zaintonował walca “Francois” na sali zrobiło się całkiem cicho. – Takiego śpiewu można słuchać godzinami – stwierdzili uczestnicy balu.

    Nagród czas

    I właściwie nie ma czemu się dziwić. jak przyznał pan Daniel przez długi czas występował w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Jeszcze nie przebrzmiały ostatnie dźwięki piosenki, a już ruszyły pełną parą przygotowania do uroczystego wręczenia przyznawanych już po raz trzeci statuetek Mestwina.
    W tym roku zaszczytne trofea zdobyli Bogdan German “Sklepy Wielobranżowe”, Marek Modrzejewski, starosta tczewski i Liceum Ogólnokształcące im. ks. Janusza Pasierba. Nagrody Mestwina jak zwykle przyznawali członkowie Klubu Przedsiębiorców zrzeszonych w Pomorskiej Izbie Przemysłowo-Handlowej w Pelplinie.
    W dziedzinie gospodarczej na wyróżnienie zdaniem przedsiębiorców zasłużył B. German. Firma powstała w 1990 roku i stale się rozwija. Obecnie zatrudnia 18 osób. Praktyczną naukę zawodu odbywa 12 uczennic. W kategorii społecznej i publicznej Mestwinem uhonorowano starostę M. Modrzejewskiego. Podkreślono m.in. wkład starosty w promowanie walorów gospodarczych, kulturalnych, turystycznych.

    Zaskoczeni laureaci

    W dziedzinie kultury doceniono zasługi pelplińskiego ogólniaka w krzewieniu poezji ks. J. Pasierba. W imieniu nagrodzonych za wyróżnienie podziękował starosta.
    - Jesteśmy zaskoczeni, że w naszych osobach, działalności znaleziono tyle dobrych cech – powiedział Marek Modrzejewski. – Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie otaczający nas ludzie. Przyznane wyróżnienia są zachętą do jeszcze lepszej pracy. Wspólnym wysiłkiem zawsze można zdziałać więcej.
    Nagrody laureatom wręczali ubiegłoroczni zwycięzcy: Adam Kwidziński, Grzegorz Watkowski i Jerzy Reszka. Nie zabrakło też przedstawicieli Klubu Przedsiębiorców: Eugeniusza Badziąga, Józefa Gardzielewskiego, Janusza Michny, których wodzirej określił sympatycznym mianem trzech muszkieterów. – Dochód z tegorocznego Balu Mestwina przekazany zostanie rodzinie ciężko chorego dziecka – przypomniał uczestnikom balu o jego charytatywnym charakterze D. Saulski.

    10 zł za pączek

    - Jeden pączek kosztuje tylko 10 zł – wołał wodzirej. – Całkowity dochód ze sprzedaży tych słodkości trafi do rodziny dziecka cierpiącego na chorobę nowotworową. Dodatkową zachętą do zakupu niech będzie informacja, że w trzech słodkich kulkach znajdują się kolczyki.
    Zanim uczestnicy zdążyli sięgnąć po portfele 100 pączków wykupił, a potem rozdał wszystkim balowiczom Przemysław Lisiecki. Wodzirej przygotował też kilka zabawnych konkursów. Do udziału w nich zaprosił m.in. burmistrza Pelplina Wojciecha Wanke z małżonką Aleksandrą. Burmistrzostwo z dużą dozą humoru wywiązało się z powierzonego zadania. Najpierw pani Aleksandra zaprezentowała walory męża jako modela: “Długa grzywa, bujne włosy, garnitur, szarmancki, to cały mój mąż”. Potem role się odwróciły.

    Sezon na daniele

    Przez całą noc do tańca grał zespół Flamenco 96, zaś wspaniałą wyżerkę zapewniła restauracja Zajazd Gniewko z Rakowca. Około północy wodzirej zapowiedział kolejną niespodziankę. – Miał być jeleń, ale go nie będzie, bo jest jeszcze pod ochroną – wyjaśnił wodzirej. – Na daniele również nie można polować. Będzie za to pieczone prosię.
    I wniesiono solidnych rozmiarów pieczeń. Wystarczyło kilka minut i już całe prosię zamieniło się z zgrabne porcyjki. – Oj Karol – rozległo się z sali kiedy po prosięciu pozostało tylko wspomnienie i nieco kości.
    - Atmosfera tego balu jest niesamowita – mówi Joanna Gołębiowska. – Zauroczyło mnie wszystko od wystroju sali, poprzez orkiestrę, na wodzireju kończąc.
    Bawiono się do białego rana. Jak zapewnił J. Gardzielewski rodzina chorego dziecka otrzyma na pewno ponad 2000 zł.

    Autor artykułu: Krystyna Paszkowska

    Zagrają najważniejszy mecz

    February 8th, 2002

    Siatkarze Juranda Malbork przygotowują się do dwóch ostatnich w tym sezonie meczów wojewódzkiej ligi kadetów. Ich przeciwnikami będą: Korab Puck i AZS Słupsk.

    Podopieczni trenera Walentyna Stopowa zmierzyli się w sparringu z reprezentacją malborskiego Zespołu Szkół Technicznych. Mimo że przeciwnicy są starsi, siatkarze Juranda wygrali cztery z pięciu rozegranych setów.
    - Z przeciwnikami ligowymi zmierzymy się po feriach – mówi W. Stopow. – W najbliższy czwartek, o godz.16.15, w sali ZST podejmować będziemy Koraba Puck. Od zwycięstwa lub porażki w tym spotkaniu zależy, czy utrzymamy piąte miejsce w lidze.

    Ostatnim przeciwnikiem drużyny kadetów z Malborka będą ich rówieśnicy z AZS Słupsk. Na wygraną w tym meczu nie liczą ani zawodnicy ani trener.
    - Słupszczanie mierzą w miejsce na podium – mówi W. Stopow. – Mam nadzieję, że uda się nam zwyciężyć przynajmniej w jednym secie.

    Autor artykułu: (jeż)

    Ferie na sportowo

    February 7th, 2002

    W mieście trwają jeszcze zajęcia sportowe dla dzieci i młodzieży, które zorganizował Urząd Miasta.
    - Po pierwszym tygodniu ferii mogę ocenić, że zajęcia przez nas proponowane cieszą się stosunkowo dużym zainteresowaniem – mówi Michał Jeliński, p.o. kierownika Wydziału Sportu, Kultury i Spraw Społecznych UM w Wejherowie. – Oferta jest bogata, w ciągu dwóch tygodni ferii uczniowie mogli skorzystać z 43 propozycji wypoczynku. Miasto w tym roku przeznaczyło na organizację ferii zimowych ponad 25 tys. zł.
    Uczniowie grają w tenisa stołowego, unihokeja, siatkówkę, badmintona, piłkę ręczną, kręgle, piłkę nożną i koszykówkę.
    - Jestem pierwszy raz na kręgielni, podoba mi się tu – mówi Andżelika Czaja z wejherowskiego Gimnazjum nr 1. – W pierwszym rzucie zdobyłam 45 punktów.

    Autor artykułu: (jk)